Mała „Komuna Paryska” na Śląsku

Roman Adler

W 1871 r. Królewską Hutą wstrząsnął jeden z największych buntów robotniczych na terenie pruskiego Śląska.

W latach 1845-1847 w Europie Zachodniej doszło do kryzysu gospodarczego, który zainicjował szereg walk klas pracujących przeciw panującej od Kongresu Wiedeńskiego w 1815 r. postfeudalnej reakcji tzw. „Świętego Przymierza”. Doprowadziły one w roku 1848 do wydarzeń rewolucyjnych w wielu krajach, a przeszły do historii, jako „Wiosna Ludów”. Poprzedziło je tzw. „powstanie tkaczy śląskich” w 1844 r. i walki uliczne we Wrocławiu 22 marca 1847 r. we Wrocławiu. W tym samym roku miał też miejsce wśród części górników kopalni „Król” w Królewskiej Hucie pod Chorzowem pierwszy strajk w kopalniach węglowych na obszarze Niemiec. Niejako pokłosiem tych walk był w roku 1850 strajk górników kopalni w Siemianowicach.

Człowiekiem, który od tego właśnie czasu był związany z losami kopalni „Król” był Volkmar Meitzen, rodowity Ślązak, urzędnik górniczy i zarządca kopalń. W 1866 r. gdy przysięgły górniczy V. Meitzen, już jako dyrektor, wrócił z kopalni „Królowa Luiza” do kopalni „Król” od roku trwały tam niebezpieczne próby z nitrogliceryną, które powodowały liczne wypadki, w tym 7 śmiertelnych. Dlatego w 1868 r. Meitzen nakazał ich całkowicie zaniechać. Jednocześnie dla przyspieszenia prowadzenia chodników wprowadził czterogodzinne zmiany. Spowodowało to wzrost płac rębaczy z 20 Sgr. do 1 Rtlr. na dniówkę, jeśli uzyskali postęp chodnika przynajmniej 6 metrów na dobę, ale i zwiększenie wyzysku robotników, którzy musieli przychodzić do pracy dwa razy dziennie. Kosztem zwiększonego wysiłku robotników Meitzen uzyskał w ten sposób dwukrotny wzrost postępu chodników z ok. 25–30 m do 50–62 m miesięcznie. Od tego roku przy robotach w kamieniu zaczęto też z powodzeniem stosować wynaleziony dwa lata wcześniej przez Alfreda Nobla dynamit.

W tych latach V. Meitzen odgrywał ważną rolę w staraniach o przekształcenie chorzowskiego dominium, podległego skarbowi górniczemu, w gminę miejską. Od 1853 do 1865 r. na skutek oporu zarządu Huty Królewskiej, obawiającego się zwiększonych kosztów i wydatków na rzecz samorządu gminnego starania te były skutecznie blokowane. W 1865 r. sprawą zajął się Wyższy Urząd Górniczy we Wrocławiu. Dopiero wtedy „udało się opanować sprzeciwy” i „na polecenie Oberberghauptmanna Kruga v. Nida, Landrat Solger” z Bytomia wystąpił do ministerstwa z gotowym planem utworzenia nowej gminy. Z lat 1868–1889 w aktach Państwowej Inspekcji Górniczej w Królewskiej Hucie zachowały się materiały odnoszące się do sprzedaży państwowej Huty Królewskiej, gdyż „transakcje związane z jej sprzedażą na polecenie władz górniczych załatwiał dyrektor kopalni >>Król<<, Meitzen”. Stąd wiadomo, że od 1868 r. Meitzen pilotował negocjacje z hr. Hugonem Henckel v. Donnersmarck, właścicielem obszaru dominialnego Bytom–Siemianowice, w wyniku których odsprzedano mu w 1869 r. pole Huty Laura wraz z Hutą Królewską. Przygotowania tej transakcji otwarły drogę do przekształcenia dominium chorzowskiego w miasto Królewska Huta.

W pierwszych wyborach komunalnych w Królewskiej Hucie, 12–13 listopada 1868 r., jako radca górniczy i urzędnik państwowy, Meitzen został jednym z pierwszych 30 rajców młodej gminy. Na funkcję tę nie został jednak wybrany, gdyż do pierwszej rady miejskiej 10 radnych mianował spośród wyższych urzędników skarb górniczy. Ci dobrali 10 kolejnych radnych, a dopiero 10 pozostałych wybrali mieszkańcy. Charakterystyczne przy tym było, że urzędnicy byli prawie wyłącznie ewangelikami, a 90% mieszkańców – katolikami. Mianowany 9 marca 1869 r. pierwszy komisaryczny burmistrz, Lange zjednał sobie swoim postępowaniem poparcie większości mieszkańców, dlatego przed zaplanowanym na początek 1870 r. wyborem nowego, etatowego burmistrza delegacja wpływowych mieszczan zwróciła się do Meitzena, jako przywódcy ewangelickiej, urzędniczej większości radnych z prośbą o wybór Langego. „Meitzen miał oświadczyć, że pomimo tych życzeń odda swój głos na Gőtz’a”.

Trzy miesiące później, 21 czerwca, weszła w życie ustawa znosząca ograniczenia w organizowaniu związków zawodowych i strajków. W październiku powstał liczący 270 członków oddział hirsch-dunckerowskiego Związku Zawodowego Górników Niemieckich przy kopalni „Król”. Kiedy od 1 grudnia wybuchł strajk 6400 górników kopalń dolnośląskich, zarząd kopalni „Król” pod kierunkiem Meitzena rozkolportował napisaną po polsku i w gwarze śląskiej broszurę z rzekomym „listem górnika”, potępiającym ów strajk i jego organizatorów. Wkrótce też I Inspekcja Górnicza w Królewskiej Hucie otrzymała od dyrektora WUG we Wrocławiu pismo z wytycznymi w sprawie działalności związkowej górników, w którym stwierdzano: „W razie gdyby wśród górników i hutników przybrała na sile akcja zakładania związków zawodowych, należy zgodnie z zarządzeniem ministra handlu (...) najpierw podjąć próbę przekonywania robotników w łagodny sposób. Równocześnie jednak należy skierować do nich żądanie, aby w ciągu określonego czasu wystąpili ze związku zawodowego. W razie, gdyby takie żądania nie odniosły skutku, należy wypowiedzieć pracę. Nie można bowiem tolerować przynależności robotników do takiego czy innego związku”. Zgodnie z zasadą „ordnung must sein”…

W tymże 1869 r. Meitzen sprowadził z Piemontu sześciu robotników tunelowych, którzy byli znani z wykonania szeregu wielkich tuneli w Alpach. Mieli oni wydrążyć w kopalni pierwszą przecznicę. Sprawozdanie przesłane przez I Inspekcje Górniczą do wrocławskiego WUG  w 1869 r. pełne było  pochwał dla pracy Piemontczyków. Meitzen przypisywał ich dobre wyniki większej sile fizycznej, używaniu cięższych młotów i wierceniu głębszych otworów.

Na koniec tego roku Meitzen doprowadził do sfinalizowania sprzedaży Huty Królewskiej i z dniem 1 stycznia 1870 r. stała się ona za cenę 1 003 000 tlr. wraz z budynkami, urządzeniami, posiadanymi złożami węgla, żelaza i polami wapienników – własnością hrabiego Hugona Henckel v. Donnersmarck.

Dnia 6 stycznia 1870 r. rada miasta Królewska Huta (Kőnigshűtte) mianowała burmistrzem kandydata popartego przez Meitzena, mimo że uchodził za przeciwnika katolicyzmu. To zaś sprawiło, że niezadowoleni przedstawiciele katolickich mieszkańców Królewskiej Huty zaczęli podburzać przeciw Meitzenowi i jego urzędniczej większości w radzie miasta robotników, będących też w większości katolikami. Kiedy ponadto w rezultacie starań owej protestanckiej, „urzędniczej większości” założono prywatną szkołę dla ich dzieci i rada miejska uchwaliła dla niej z budżetu miasta roczną dotację w wysokości 200 tlr. z pieniędzy z trudem płaconych przez całą ludność, podczas gdy dzieci robotnicze nie mogły korzystać ze szkoły, bo w ciężkiej sytuacji finansowej młodego miasta brakowało środków na utrzymanie budynku szkolnego i etatów dla nauczycieli – konflikt międzywładzami miasta a mieszkańcami zaczął się rozszerzać.

Jakby tego nie było dość – załamały się prace prowadzone przez Piemontczyków: gdy przecznicatrafiła na warstwy piaskowca przesycone wilgocią – porzucili kopalnię twierdząc, że płace są zaniskie. Okazję te wykorzystali polscy robotnicy, dla których płace jakie otrzymywali ich poprzednicy były znacząca podwyżką i dokończyli budowę przecznicy. Tym razem Meitzen docenił wartośćrodzimych pracowników.

Strajk górników

Rok 1871 przeszedł do historii: po zwycięstwie nad Francją drugiego cesarstwa, „krwią i żelazem” kanclerz Prus Otto v. Bismarck zjednoczył Niemcy jako cesarstwo, a w okupowanej części Francji doszło w Paryżu do wybuchu rewolucji robotniczej, która przeszła do historii jako „Komuna Paryska”.
Rok ten w kopalni „Król” także przeszedł do historii, ale z innego powodu. Jednym z powodów zaogniających sytuację w kopalni były jego „eksperymenty” V. Meitzena z czasem pracy. Ponieważ w 1870 r. na wojnę prusko-francuską poszło 331 górników, do końca roku przyjęto w ich miejsce wielu niewykwalifikowanych robotników z powiatów rolniczych, których niższe wymagania sprawiły, że podwyżka zarobków przy dużym w czasie wojny wzroście kosztów utrzymania wyniosła ledwie 3,6%. W ten sposób ci młodzi śleprzy stali się najbardziej wybuchową grupą robotniczą. W 1871 r. koniunktura się poprawiała, ale płace nie. „Jedynie urzędnicy korzystali z premii, wypłacanych od wzrostu wydobycia i zysków. Do tego celu miała służyć wzmożona kontrola obecności.(...) m.in. zmniejszenie liczby szybów zjazdowych i wyjazdowych z 11 do 5, co wydłużało drogę do miejsca pracy, a jednocześnie ułatwiało kontrolę i uniemożliwiało górnikom zabieranie ze sobą do domu zużytych kawałków drewna czy węgla na własne potrzeby”. Tymczasem – jak to z literackim zacięciem odmalował Wilhelm Szewczyk – „głód zmienił ludzi nie do poznania; suchy żarnowy chleb nie był w stanie ożywić policzków, pierś wypełniona dymem i pyłem zapadała się coraz bardziej, ukazując ostre żebra. Dzieci chodziły po sieniach bogatszych domów i żebrały o obierzyny z kartofli, ugotowane i posolone smakowały wyśmienicie. Co rano (...) Żony napełniały szybko bańki letnią kawą i zanim świt rozjaśnił uliczki i place, z mrocznych mieszkań wypełzali ponurzy ludzie na ośmio-, dziesięcio- czy nawet dwunastogodzinną dniówkę”.

Jednak to nie z tego powodu doszło do strajku w 1871 r. „W kopalniach, dość często zdarzały się zaginięcia pojedynczych robotników i pracowników; ażeby temu zapobiec i mieć stałą ewidencje ludzi, na szychtach i sztolniach zatrudnionych, zapowiedziano, na zarządzenie policyjne urzędu górniczego, wprowadzenie znaczków kontrolnych z numerami, podług których pracownicy, w listach roboczych zapisywani byli. Marki te kontrolne, otrzymywać mieli robotnicy, przy wjeździe do pracy a zwracać po opuszczaniu szybu, urzędnikom kontrolującym. Zarządzenie to wydane jeszcze w listopadzie z.r. [1870 r.], miało być wprowadzone w użycie od 26 czerwca 1871 roku”. Dlatego 12 czerwca Meitzen ogłosił zarządzenie o markach kontrolnych.

Górnicy przyjęli to najpierw milcząco, a potem kiedy mieli podpisami zaświadczyć jego przyjęcie do wiadomości – odmówili. Wprowadzenie znaczków kontrolnych oznaczało bowiem w tym momencie według robotników zaostrzenie nad nimi nadzoru i wydłużenie faktycznego czasu pracy o ponad pół godziny, które do tej pory zajmowało odczytywanie nazwisk z listy. Po nieudanych namowach zarząd zagroził zwolnieniem z pracy opornych i wyznaczył sobotę, 24 czerwca, jako ostatni dzień składania podpisów.

W niedzielę sprawę omawiano na spotkaniu w Kasynie Katolickim, ale Karol Miarka tłumaczył robotnikom, że marki są dla ich bezpieczeństwa i ostrzegał przed gwałtownym oporem. Nic to nie dało. W poniedziałek, 26 czerwca, nie zjechali na dół górnicy szybów „Erbreich” I i II. Wkrótce dołączyło do nich 500-600 górników z szybów „Krug” i  „Harnisch”, na czele których szedł Wojciech (Adalbert) Ryba, niosący na kiju czerwoną chustę.
„Robotnicy, nie rozumiejąc, że rzecz sama w sobie im tylko pożyteczną być mogła, sprzeciwiali się wprowadzeniu tej nowości, zastrejkowali, do pracy udać się nie chcieli, zachowali się jednak jeszcze tego dnia spokojnie, jakkolwiek burmistrz Gőtz, obawiał się ekscesów i radził zażądać oddziałów wojskowych, z Koźla. Dyrektor Meitzen, oraz większość urzędników kopalni, była jednak przekonaną, że w dniu następnym, praca normalnie podjętą zostanie”. Z raportu dla króla wynikało, że wówczas jeszcze „niepokój wśród górników nie wydawał się poważny”.

Postulaty robotników

Listę postulatów między pierwszym a drugim dniem strajku w formie prośby górników do króla Prus zredagował także sam Miarka, do którego udała się ich delegacja. Treść była – z punktu widzenia warunków pracy – dość wymowna:
„1. Chociaż węgle z każdym rokiem drożeją i dochody kopalń od kilku lat w dwójnasób się pomnożyły, jednak zarobki coraz niżej wypadają; na nas przy tym składają ciężkie roboty, że co dawniej od 4 górników żądano, teraz mają wykonać w tym samym czasie 2 lub 3 górnicy.
2. Nie tylko jesteśmy wystawieni na niebezpieczeństwa i na różne nieszczęścia, które corocznie mnóstwo z nas przyprawiają o utratę życia, lecz nadto o 10 – 30 lat prędzej jak inni ludzie musimy zstępować do grobu, bo z 1000 robotników zaledwie jeden dożyje 50 lat. Przyczyną krótkiego życia jest coraz większy ciężar prac, pod którym ulegamy. Uważają nas za maszyny i obchodzą się z nami jak z maszynami. Tego pewnie państwo nie żąda i mamy przekonanie, że to nie leży w woli Najjaśniejszego Króla, aby górnicy przed czasem się zniszczyli, a przy tym za tak wielkie ofiary nie odbierali odpowiedniej nagrody.
3. Chociaż wszystkie potrzeby życia drożeją, musimy płacić podwyższone podatki do knapszaftowej [brackiej] kasy.      
4. Kiedy przy tym ściągają z nas niesłychane podatki komunalne, zdaje nam się, że możemy żądać, aby nam wyświadczono wdzięczność...
5. Aby nas na większe niebezpieczeństwo narazić, mają być zamknięte dawniejsze szyby i tylko ma być czynny jeden szyb, często bardzo odległy od miejsca zamieszkania wielu robotników.
6. Narzucenie nam marek kontrolnych, których celu nie rozumiemy, jest dla nas nowym poniżeniem. Dla ich przyjęcia wymusza się od nas podpisy, to zaś wzbudza nieufność, gdyż już dawniej porobiliśmy smutne doświadczenia przez złożenie podpisów... Dlatego ośmielamy się prosić najuniżeniej... ze względu na wielkie niebezpieczeństwo życia związane z naszym zawodem i ze względu na wcześnie następującą śmierć, zezwolić na podwyżkę płac o 33,3%, jak również ulżyć naszemu położeniu”.

Drugi dzień buntu

Następnego dnia, we wtorek 27 czerwca, ponownie nie zgłosili się do pracy pracownicy szybów „Erbreich” i „Krug”. Pracowano jednak na szybach „Bismarck” i „Kolejowym”. Około 6.00 rozległy się nawoływania do strajku w całej kopalni. W tej sytuacji „nadradca górniczy Baumler i dyrektor kopalni Meitzen, zażądali od ludzi, przedłożenia sobie warunków powrotu do pracy i życzeń pracowników. Około 9tej godziny rano, robotnicy w dużych grupach, przeciągać poczęli ulicami miasta, zachowując się jednak spokojnie, dopiero koło godziny 11tej przedpołudniem, górnicy strejkujący, rozpędzili pracujących na szybie kolejowym pracowników i poczęli gromadzić się w rynku, przed inspekcją górniczą, i żądać rozmowy z dyrektorem kopalni Meitzenem. Tenże udał się pomiędzy zgromadzonych górników i zażądał przysłania sobie deputacji, z żądaniami i warunkami, co się też wkrótce stało. Życzenia górników były następujące: 1. Zniesienie marek kontrolnych, 2. Przedłużenia dnia roboczego napowrót do 12 godzin (skrócono go przed dwoma miesiącami do 6–7 godzin), 3. Zmniejszenia podatków państwowych [zwłaszcza komunalnych], 4. Podwyżki ogólne płac dotychczasowych, oraz 5. Zapewnienie większego rozdziału węgla deputatowego, w lepszej jakości, niż dotychczas otrzymywano [oraz zniesienia miejscowej ordynacji wyborczej]. Żądania, jak 1 i 2, dyrektor kopalni obiecał zaraz załatwić przychylnie, co do innych rozpatrzeć wraz z radą nadzorczą i w porozumieniu z rządem, w ogólności, żądał jednak, natychmiastowego rozejścia się do domów i stawienia się na drugi dzień do pracy w kopalni. Górnicy początkowo zadowolili się odpowiedzią władzy, lecz wkrótce, [gdy przemawiał znienawidzony burmistrz Gőtz] podnieceni zapewne przez jakichś agitatorów, zaczęli naciskać na budynek inspekcji górniczej, [około godz. 13] rzucać kamieniami, grozić i dopuszczać się ekscesów ulicznych. Obaj urzędnicy wyżsi kopalni, nadradca Baumler i radca, dyrektor kopalni Meitzen, ledwie schronili się przed tłumem ucieczką przez ogrody, do piwnic budynku inspekcji, a burmistrz Gőtz z trudem tylko i przypadkowi zawdzięczał ocalenie(...)”. Strajkujący nie tylko nie reagowali na wygłaszane przez Meitzena w języku polskim apele, obrzucili go wyzwiskami i zmusili do ucieczki z siedziby Inspekcji Górniczej. „Tłum powybijał okna w budynku inspekcji górniczej. Splądrowano dom (...) Meitzena”. Według raportu dla króla „buntownicy w części byli zaopatrzeni w niebezpieczne dla życia kilofy, pałki, także rury żelazne i części maszyn”.

Sytuacji nie uspokoiła odezwa Kasyna Katolickiego do załogi informująca o piśmie z zażaleniem wysłanym do ministra. Jej autorzy pisali: „Podług uchwał na posiedzeniu niedzielnym nikt z naszego kółka nie dopuścił się gwałtów. Nad dzisiejszymi wybrykami ulicznego motłochu ubolewając, upraszamy i zaklinamy wszystkich górników, aby spokojnie oczekiwali odpowiedzi od ministra; inaczej nie można się dobrego skutku spodziewać”.
Nie powinno dziwić, że gniew robotników był wymierzony osobiście w Meitzena: jego rola przy mianowaniu Gőtza, sprawie szkoły i zwiększaniu wydajności pracy, ale i wyzysku górników – była powszechnie znana. Nie bez znaczenia było też pewnie to, że nie był katolikiem. W wydarzeniach, których ofiarą padło m.in. jego mieszkanie znaczącą rolę odegrała trwająca od dwóch lat edukacja prowadzona wśród robotników przez Karola Miarkę, jego „Katolika” i „Kasyno Katolickie”. To pod ich wpływem „ludzie coraz mniej kryli się z poczuciem krzywdy”. Dowodem na ważną rolę agitacji K. Miarki może być fakt, że „początkowo nienawiść kierowała się głównie przeciwko gablotom z markami kontrolnymi. Demolowano je i wznoszono okrzyki: „Precz z markami! One noszą nazwisko Kamiński-Grundmann [inicjały K.G. oznaczały skrót nazwy Konigs Grube – kopalnia „Król” – S. M.], kto je przyjmie, ten zapisze duszę diabłu”. Pojawienie się nazwiska Kamińskiego w kontekście (...) wydarzeń wskazuje niedwuznacznie na wpływy kleru. (...) ks. Paweł Kamiński, niegdyś uczestnik powstania styczniowego i emigrant, po osiedleniu się na Górnym Śląsku nie uznał dogmatu o nieomylności papieża i znalazł się w szeregach (...) popieranego przez rząd pruski Kościoła starokatolickiego(...). Z czasem sprzymierzył się z ewangelikami. Brał pieniądze od Grundmanna i szukał oparcia nawet u Bismarcka. Słowem, okazał się renegatem narodowym i popadł w konflikt z Kościołem Katolickim. Stąd wznoszone okrzyki nabierały specyficznego zabarwienia, wskazując, że akcja kleru i pisma „Katolik” nie przeszła bez echa”.

Sam Friedrich Wilhelm Grundmann (1804–1887), „ojciec-założyciel” miasta Kattowitz w latach 1857–1869 był mistrzem loży masońskiej „Silberfels” w Bytomiu. Miarka natomiast – niedługo przed strajkiem – zwalczając wszelkie niekatolickie wpływy wśród robotników drukował w „Katoliku” artykuł w odcinkach Odkryte tajemnice masońskie, w którym przywoływał barwnymi, aczkolwiek tendencyjnymi opisami wydarzenia Komuny Paryskiej. W numerze z 27 maja pisał: „Sprawcami ostatniej rewolucji (jak i wszystkich buntów zaszłych w ostatnich 100 latach) byli masoni i socjaldemokraci... Kto z uwagą czytał Tajemnice masońskie, łatwo zrozumie, że zasady socjaldemokratów pochodzą z lóż masońskich”. Możliwe więc, że orientował się, jaką funkcję do niedawna pełnił Grundmann.

Po splądrowaniu mieszkania Meitzena górnicy zdemolowali posterunek policji, gdzie zmaltretowano dozorcę aresztu. Znajdujące się w jego sąsiedztwie piekarnie zostały siłą otwarte, a ludzie dzielili się chlebem. Wkrótce przetrząśnięto piwiarnie w poszukiwaniu wódki, piwa, papierosów i innych używek. Pijani ludzie zaczęli plądrować sklepy, wyrzucając towary na ulice. Większość z nich kobiety i dzieci zaniosły do domów. Pobito kupca Drapa, który nie chciał wpuścić ludzi do swojego sklepu. Jeden ze sklepów kupca Würma przy Thronnachfolgerstrasse stanął w ogniu.

Nie pomogła interwencja księdza Delocha z parafii św. Barbary podjęta na prośbę drugiego burmistrza, Beyera. Nie powiodła się też próba powstrzymania tłumu przez landrata Solgera wspieranego przez księdza Delocha. W raporcie dla króla zapisano: „Niestety, niepokój się wzmógł i sądzimy, że przyjmuje niebezpieczny obrót. Według dopiero co przyjętego telegramu, nadanego dziś o godz. 1 minut 30 z Królewskiej Huty, robotnicy znajdują się w stanie najwyższego wrzenia, demolują domy, znieważają urzędników, trzeba więc będzie prosić o pomoc wojskową”.

Górnik Ranik, który „miał na głowie czerwoną czapkę francuską. (...) poprowadził swój oddziałek na innych bogatych kupców. Uderzył na sklepy Growalda i Bergera, rozrzucił po ulicy zapiski z zadłużeniem rodzin górniczych. (...) Cały wieczór chodziły po mieście patrolki robotnicze. W pięciu piekarniach wypiekano na gwałt chleb z mąki zabranej kupcom. Żony i matki porywały ciepłe jeszcze bochenki i biegły do domu. Wszędzie po dwóch robotników czuwało nad rozdziałem chleba. Kuchnia polowa przed bramą kopalni >>Król<< gotowała grochówkę. Poćwiartowane mięso wrzucano do kotła i na pół ugotowane wydawano z porcją grochu wszystkim, którzy przynieśli jakiś dzbanek czy miskę”.

Dopiero około 8 wieczorem – podobno po interwencji Donnersmarcków – po dwóch lub trzech szarżach  interwencja 5 eskadronu śląskich ułanów z Gliwic w sile ok. 60 ludzi pod dowództwem rotmistrza Blűchera rozproszyła robotników zgromadzonych na rynku. „W bocznych ulicach niektórzy podjęli obronę”, rzucali w żołnierzy kamieniami i żużlem. Kilku zostało uderzonych płazem i lekko rannych, a około 50 osób zostało uwięzionych.

Według relacji samego Meitzena „podczas wkraczania wojska wypadków śmiertelnych nie było, ale zraniono niebezpiecznie dwie osoby. Jedna  z tych ostatnich otrzymała cios w płuca, druga w tylną część głowy. Ponadto znaleziono w polu leżącego górnika, który miał na sobie wyraźne ślady cielesnych obrażeń i po przeniesieniu do szpitala wkrótce zmarł”. Czy była to ofiara ułanów, można wątpić. Mógł to być jeden z łamistrajków przepędzonych spod szybu „Kolejowego” przez grupę 600 strajkujących górników, albo – ku czemu zdaje się skłaniać prof. S. Michalkiewicz, opisujący ten fragment relacji Meitzena – jeden z górników pobitych drągami przez niemieckich mieszczan z Królewskiej Huty. Ci bowiem mając za sobą szable ułanów zaatakowali uciekających przed wojskiem górników, „bez miłosierdzia okładali ich ogromnymi drągami i kijami tak, że bez wiedzy jak muchy upadali pod ciosami”. Kilkudziesięciu robotników zostało w ten sposób rannych.

Trzeciego dnia, w środę, 28 czerwca w mieście nadal było niespokojnie. Według raportu „na ulicach bezpieczeństwo publiczne ciągle jeszcze wydawało się zagrożone przez wałęsających się górników, a świętujący robotnicy grozili, że wyzwolą zatrzymanych towarzyszy”. W tej sytuacji choć robotnicy pracowali już we wszystkich szybach, do miasta przyjechali prezydent prowincji śląskiej, Stollberg, prezydent rejencji opolskiej von Viebohn oraz – jako przedstawiciel Wyższego Urzędu Górniczego z Wrocławia – Serlo. „Przybyły na miejsce wydarzeń prezydent rejencji von Viebahn uznał wprowadzenie stanu oblężenia w Królewskiej Hucie za potrzebne, by przywrócić na trwale bezpieczeństwo publiczne, a w szczególności dać wojsku uprawnienia wkraczania do mieszkań niebezpiecznych osobników i dokonywania w nich rewizji”. Jeszcze tego samego dnia w piśmie Ministerstwa Stanu stwierdzono: „Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, by wspomniany zabieg, który przypuszczalnie będzie niezbędny tylko przez krótki okres, zatwierdzić”. Przeciwko górnikom z kopalni „Król” zwycięskie w wojnie z Francją cesarstwo ogłosiło stan oblężenia. Wkrótce liczba zatrzymanych wzrosła do 70 osób.

O czwartej nad ranem 29 czerwca do Królewskiej Huty wkroczyło 550 żołnierzy dwóch kompanii śląskich grenadierów 10 pułku z Koźla. Po dwóch dniach łapanek odesłano do Bytomia 136 uczestników zajść i do 15 sierpnia wprowadzono stan oblężenia w mieście. Dnia 4 lipca ministrowie królewscy: kanclerz Bismarck, hrabia Raou, hrabia Itzenplitz, von Mueller, von Selchow, hrabia Eulenburg i dr Leonhard podpisali rezolucję następującej treści: „Zważywszy na zamieszki, które wybuchły w Królewskiej Hucie w powiecie Bytom, w konsekwencji czego zostało tam sprowadzone wojsko, aby restytuować bezpieczeństwo publiczne, przeto odnieśli się ministrowie królewscy, aby potwierdzić niniejszą proklamację państwową o oblężeniu w Królewskiej Hucie, wydaną na wniosek prezydenta prowincji przez dowódcę wojsk. Przeto artykuły 5 i 6 Konstytucji zostają uchylone”.
Jeszcze 16 lipca prezydent rejencji pisał do ministra Eulenburga, że „Królewska Huta to obecnie najbardziej niebezpieczny ośrodek. Na miejsce dwóch (...) wycofanych kompanii 22 pułku przybył niedawno pod dowództwem majora von Bocka batalion 11 pułku; pozostał także oddział 20 ułanów”. W mieście utrzymywał się bowiem stan napięcia. „Burmistrz Gőtz – pisał Viebahn – otrzymuje anonimowe list z pogróżkami. Nie szczędzono ich także ewangelickiemu pastorowi Feigsowi”. Niewątpliwie dlatego – mimo zakończenia stanu oblężenia – wojsko pozostało w mieście jeszcze przez dziesięć... lat, do 1881 r.

Jeszcze 22 lutego 1872 r. w 8 numerze „Katolika” opublikowano Otwarty list do księcia Bismarcka, zarzucający „żelaznemu kanclerzowi”, że mało zna stosunki górnośląskie i nie wie, iż „w stosunku do wyznań w rozruchach brało udział dwa razy więcej ewangelików, jak katolików i dziesięć razy więcej Niemców jak Polaków”, oraz, że „między osądzonemi jest tylko 5 osób pochodzących z Królewskiej Huty, reszta to przybysze niemieccy i włóczęgi z całego świata, których zarobki w królewskich kopalniach zwabiły do (...) miasta”.

Odpowiedź z 11 maja opracowaną przez niejakiego Wagenera z polecenia Prezydenta Ministerstwa Stanu, Bimarcka przesłał do „Katolika” prezydent rejencji opolskiej Hagenmeister. W numerze 20 „Katolika” z 16 maja redakcja musiała ją bezpłatnie opublikować na pierwszej stronie. Sprytnie przekręcając zarzut, że w rozruchach brało udział więcej ewangelików i Niemców niż katolików i Polaków Bismarck odpowiadał, iż „ze spisu oskarżonych w procesie, w Kőnigshűtte wytoczonym, okazuje się, że z 95 skazanych było 81 katolików i 14 ewangelików. Z Konigskutte samej było 63, z najbliższych miejsc 27, z innych po górnośląsko-polsku mówiących powiatów 4, a tylko 1 z czysto niemieckiej prowincji. Nawet między wprzód zaaresztowanymi, przed rozpoczęciem postępowania karnego znowu wypuszczonemi posiadał według świadectwa dotyczących urzędników tylko wyjątkowo jeden lub drugi niemiecki język”. Odpowiedź w sposób oczywisty omijała zarzut, bo biorących udział w rozruchach było wielokrotnie więcej niż zatrzymanych, a tym bardziej – skazanych. Jedno było natomiast wspólne dla antagonistów: i dla „Katolika”, i dla Bismarcka bunt robotników sprzed roku mieścił się w granicach konfliktu narodowościowego i religijnego. Tak redakcja, jak i Kanclerz nie chcieli podejmować jego strony społecznej, wynikającej z warunków pracy i panujących w mieście stosunków między władzami Królewskiej Huty a ciężko pracującą większością mieszkańców.

Warto zauważyć kontekst tych wydarzeń: zaledwie miesiąc wcześniej w Paryżu padły ostatnie barykady komunardów na cmentarzu Pere Lachaise. Widmo Komuny Paryskiej krążyło więc najwyraźniej nad głowami wystraszonych urzędników pruskich, kupców i kamieniczników. Jednocześnie narastała groźba podobnego jak w Królewskiej Hucie strajku w Laurahucie (Siemianowice) i w Hucie Jerzego. Jedynie interwencja oddziału ułanów z 11 pułku, zatrzymanie i wywiezienie do bytomskiego więzienia pięciu osób z Huty Laura rozproszyło gromadzących się tam robotników.

Po spacyfikowaniu miasta Inspekcja Górnicza zastosowała represje wobec najaktywniejszych robotników: zwolniono ich dyscyplinarnie a dyrektor Meitzen wniósł przeciw nim sprawy do prokuratury. Spośród 117 górników postawionych przed sądem za udział w strajku i rozruchach – 95 zostało skazanych na kary więzienia. Adalbert Ryba, który w pierwszym dniu z czerwoną chustą przewodził robotnikom trafił na rok do domu karnego. Franciszek Ranik – za to, że wzywał do rozruchów ulicznych otrzymał rok i cztery miesiące więzienia. Zakazano nadsztygarom przyjmowania skazanych kiedykolwiek do pracy w kopalni „Król”. Podobnie potraktowano m. in. rębacza Kaczmarka i Gębalę, którzy podpisali petycję Miarki – z tym, że przy braku podstaw prawnych do ich zwolnienia, otrzymali dwutygodniowe wypowiedzenia. Kiedy wysłali do Inspekcji Górniczej, WUG i Ministerstwa prośby o ponowne zatrudnienie lub przynajmniej zwrot przez wiele lat wpłacanych do Kasy Brackiej składek (Kaczmarek pracował od 30 lat, Gębala od 17) – na podstawie opinii Meitzena prośby te zostały odrzucone.
Po strajku w wyniku represji policji pruskiej wobec Miarki załamał się rozwój Polsko-Katolickiego Kasyna w Królewskiej Hucie. Policja wszczęła przeciwko niemu dochodzenie, oskarżając, że to jego artykuły w „Katoliku” i wykłady w Kasynie podburzyły ludność do strajku. Decyzją Królewskiego Sądu Powiatowego w Bytomiu z 22 kwietnia 1872 r. Kasyno rozwiązano.

Wiele było dalszych walk klasy robotniczej na Śląsku o godne warunki pracy, jednak te pierwsze, najbardziej spontaniczne pokazują śląski lud takim, jakim był, jest i zawsze będzie, kiedy tylko – jak ci uśpieni rycerze z gór, które często były kopalniami – na pytanie: „czy już czas?”, odpowie sobie: „już czas!”.

  Historia polskiego ruchu robotniczego do 1890. T. 1, red. M. Orzechowski, Książka i Wiedza, Warszawa 1985, s. 222

  J. Groniewski, J. Skowronek Historia Polski 1795-1914. Wyd. 2, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1987, s. 209

  J. J a r o s: Rozwój techniczny..., s. 65.

  J. J a r o s: Historia kopalni „Król”..., s. 74–75.

  J. J a r o s: Rozwój techniczny..., s. 65.

  Historia miasta Królewskiej Huty. Oprac. A. P o b o g  R u t k o w s k i. Królewska Huta 1927. Reprint Muzeum w Chorzowie 1996, s. 21.

  AP w Katowicach, sygn. 707, s. 6, Inwentarz „Die Staatliche Berginspektion zu Kőnigshűtte [Państwowej Inspekcji Górniczej w Królewskiej Hucie z lat 1799–1922]. Wstęp: S. P o p r a w s k a, R. B o g a c k i.

  Historia miasta Królewskiej Huty..., s. 25 i 117.

  J. J o ń c z y k: Strajk górników w 1871 r. w Królewskiej Hucie na tle sytuacji klasy robotniczej na Górnym Śląsku (1869–1878). „Przegląd Zachodni” 1952, R. 8, zeszyt dodatkowy „Studia Śląskie”, s. 335.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Śląsk. W: Polska klasa robotnicza. Zarys dziejów..., s. 450–452.

  K. P o p i o ł e k: Historia Śląska od pradziejów do 1945 roku. Katowice 1972, s. 238.

  J. J a  r  o s: Rozwój techniczny..., s. 63.

  Historia miasta Królewskiej Huty..., s. 134.

  J. J o ń c z y k: Strajk górników..., s. 335 i 339.

  J. J a r o s: Historia kopalni „Król”..., s. 75.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Śląsk. W: Polska klasa robotnicza. Zarys dziejów..., s. 81. Por.: R. H a n k e: Polska droga Chorzowa..., s. 131.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się szabliska ciężkie. (Od pierwszych wystąpień robotników do masakry w Laurahucie w 1903). Katowice, Śląski Instytut Wydawniczy 1987, s. 39–40.

  W. S z e w c z y k: Skarb..., s. 147–148.

  Historia miasta Królewskiej Huty....., s. 28.

  J. J a r o s: Historia kopalni „Król”..., s. 75.

  J. J o ń c z y k: Strajk górników..., s.343.

  Chorzów. Zarys rozwoju miasta. Red. J. K a n t y k a. Katowice, Wydawnictwo „Śląsk” 1977, s. 56 oraz S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 41.

  Historia miasta Królewskiej Huty....., s. 28. Por.: E. C a s p a r i: The Working Class of Upper Silesia. A historical Essay. London-Edinburg, Sampson Low. Marston & Co 1921, s. 66–67.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 41.

  Ibidem, s. 346.

  J. J o ń c z y k: Strajk górników..., s. 344.

  Ibidem.

  Ibidem, s. 346.

  Ibidem.

  Historia miasta Królewskiej Huty....., s. 28.

  Por. S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 44 i 45oraz: R. H a n k e: Polska droga Chorzowa..., s.50.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., 

  R. H a n k e: Polska droga Chorzowa..., s. 50.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się...,  s. 42.

  Por.: Mitglieder–Verzeichnis der unter Konstitution der Hochstleuchtenden Hochwűrdigsten Grossen Landes–Loge der Freimaurer von Deutschland in Berlin arbeitenden gesetzmassigen, verbesseten und volkommenen Johannis–Loge genannt >>Silberfels<< in Beuthen O.S. nach dem stande vom 3. Juni 1928. Gestiftet am 27 Februar 1813. [B. m. : b. w.], 1928 (Beuthen : Br. Aug. Hauser), s. 3. Znamienne, że i dziś tego faktu nie podaje się w jego życiorysach. Por. P. C h m i e l: Wkład Niemców w rozwój potencjału przemysłowego Katowic w XIX i XX w. W: „Katowice. W 138 rocznicę uzyskania praw miejskich. Przemiany struktur społeczno-zawodowych ludności w dziejach Katowic”. Red. A. Barciak. Katowice, Societas Scientiis Favendis Silesiae Superioris-Instytut Górnoślaski–Urząd Miasta Katowice–Muzeum Historii Katowic 2004, s. 149–153 czy J. L i p o ń s k a – S a j d a k: Friedrich Wilhelm Grundmann. „Kronika Katowicka” 2005 nr 2.

  J. J o ń c z y k: Strajk górników...,  s. 336.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 41.

  E. C a s p a r i: The Working Class..., s. 69 oraz W. S z e w c z y k: Skarb..., s. 149–151.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 45–46.

  „Katolik” z 8 lipca 1871 r.

  Historia miasta Królewskiej Huty..., s. 28–29 oraz E. C a s p a r i: The Working Class..., s. 69;  także: W. S z e w c z y k: Skarb..., s. 152 .

  E. C a s p a r i: The Working Class..., s. 70.

  „Katolik” 1872, nr 8 i 20.

  S. M i c h a l k i e w i c z: Rozbrzękły się..., s. 47.

  J. J a r o s: Historia kopalni „Król”..., s. 111 oraz K. P o p i o ł e k: Z niedoli i walk śląskiego proletariatu. Warszawa, Wiedza Powszechna 1955, s. 130.

  Por.: Chorzów. Zarys rozwoju miasta...., s. 54– 55 i 56–57.

<< Wróć do poprzedniej strony