Teraz otwarcie mówimy – MY

Jan Bojko


Tysiące robotników w czasach PRL weszło w świat sztuki. Bo „autor z rodowodem robotniczym będzie trafniej opisywał wszystko, co kojarzy się z pracą i krzywdą społeczną”.

„Było to może w 1953 albo w 1954 r. Podaję te lata nie bez przyczyny. Przecież to były krótko mówiąc nieciekawe lata. Pamiętam pewnego sobotniego wieczoru zostałem zaciągnięty przez kolegę na spektakl teatralny grany przy fabrycznym domu kultury przy hucie Bobrek. Już tego domu kultury nie ma i huty także. Zespól teatralny stanowili robotnicy, nauczyciele, urzędnicy i inni. Amatorzy w całej pełni, ale jacy amatorzy!” – wspominał Maksymilan Bart-Kozłowski, artysta związany później z ruchem Robotniczych Stowarzyszeń Twórców Kultury. W tym czasie bowiem na niebywałą skalę robotnicy zaczęli się angażować w działalność artystyczną. Oczywiście, był to niewielki procent ogółu coraz liczniejszej klasy robotniczej  w Polsce Ludowej, niemniej w całości mogła ona mieć po raz pierwszy w ogóle jakikolwiek kontakt ze sztuką. Młodzi twórcy mogli liczyć na wsparcie władz, które jednak narzucały ideologiczne kajdany. Przeszkodą był też dystans ze strony inteligenckich środowisk artystycznych.
Bardzo silne było środowisko robotniczych artystów na Śląsku, które mocno rozwinęło się już w latach 60.  Były górnik z Jaworzna, Jan Pierzchała został zwycięzcą m.in. w konkursie Wydawnictwa Śląskiego na powieść górniczą, którą potem przeniesiona na ekran pt. „Gorąca linia” (1965 r.). W 1968 r. Pierzchała napisał na zjazd pisarzy Ziem Zachodnich szkic „O temat robotniczy w literaturze”. Dojrzewała wtedy twórczość literacka górnika z kopalni Chwałowice Leona Wantuły. Na łamach katowickich „Poglądów” debiutował inny górnik – Stanisław Janota. W samych Katowicach aktywnie działał Klub Robotników Piszących, które w przekształcił się  w 1978 r. w Robotnicze Forum Literackie z siedzibą w Zabrzu.
Tymczasem w latach 70. Warszawie rozwinął się ruch pamiętnikarzy robotniczych, który ukonstytuował się w Klub Robotników Piszących, a potem Robotniczy Klub Literacki. Podobne kluby powstały we Wrocławiu, Bydgoszczy, Pile, które działały pod patronatem związków zawodowych. W Szczecinie organizowano Prezentacje Artystyczne Robotników.
W 1979 r. miał się odbyć kongres twórców robotniczych, ale zakazał go sekretarz KC PZPR Jerzy Łukaszewicz.

 


O nowe walczymy – poeci robotnicy.
To nie są strofy o nas, lecz przez nas pisane.
Czułe na ludzką krzywdę, przyjazne, życzliwe
Rozbitkom, jakby latarnie wskazujące drogę.
I jak życie codzienne – prawdziwe.
Ryszard Siudalski

W 1980 r.  zapanował już jednak inny klimat dla robotniczych twórców. Przyszła nawet moda na robotników w środowiskach inteligenckich. 5 lutego 1980 r. formalnie zarejestrowano pierwsze Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury w Warszawie, którego kongres założycielski odbył się 30 sierpnia tuż po porozumieniach gdańskich. Ruch RSTK zaczął się szybko rozwijać. Do stanu wojennego udało się zarejestrować nowe ogniwa  m.in. w Rzeszowie, Bydgoszczy, Wodzisławiu Śląskim, Bielsku-Białej.
Jak opowiadał Paweł Soroka, współtwórca RSTK: „W naszych szeregach było wielu czynnych działaczy Solidarności, ale też byli partyjni, gdyż obowiązywała zasada, że naszych członków nie pytamy o przynależność partyjną czy związkową”.
Ważną postacią w tworzącym się ruchu był Michał Krajewski, który zasłynął jako inicjator nowego sposoby murowania, tzw. trojek murarskich, za co odznaczono go orderem Budowniczego Polski Ludowej. Gdy jednak pod koniec lat 60. zaczął krytykować ekipę Gomułki za antyrobotniczą politykę, order mu odebrano, a jego poddano represjom. Ostatecznie zrehabilitowano go dopiero na początku lat 80., gdy też został przewodniczącym warszawskiego RSTK oraz redaktorem naczelnym pisma „Twórczość Robotników”. To on był właśnie pierwowzorem „człowieka  z marmuru”, który w dodatku nie wstydził się mówić: - Jestem komunistą...
W 1981 r. powstało pismo „Twórczość Robotników”, które odegrało duża rolę w rozwoju tego ruchu, dlatego że spotkało się z dużym odzewem, a do redakcji przychodziła masa listów. Pierwszy numer miał  się ukazać akurat tuż przed 13 grudnia 1981 r., toteż ujrzał światło dzienne dopiero w czerwcu 1982 r. Najwięcej kół RSTK powstało w latach 1983-85, bo to był okres szoku po stanie wojennym i w tym ruch robotnicy widzieli pewną enklawę wolności.


Przyjdź w nasze progi
Zabierz głos
Zwyczajnie
Co myślisz dzisiaj
Napisz wprost (...)
Za nas mówili często ci
Co nas naprawdę nie znają
Teraz otwarcie mówimy – MY
Sami o sobie
O kraju.
Zbigniew Okoń

„Pamiętam, jak jeździłem na zebrania założycielskie kół RSTK, które gromadziły po 30, 50 osób. W takim Sanoku była pełna sala. To byli ludzie twórczy, najczęściej poeci, zdarzali się prozaicy, plastycy, ale też grupy teatralne czy muzyczne” – wspomina Soroka. W działalność RSTK angażowały się już wtedy setki osób.
Jak traktowała ich partyjna biurokracja?
Soroka: „W każdym większym zakładzie ukazywała się gazeta zakładowa, i było ich co najmniej 300. Oczywiście były one pod kontrolą partii, ale także poświęcały uwagę kulturze i jak tworzyliśmy nasze ogniwa, to powstały w tych pismach wkładki im poświęcone. Tak było np. w piśmie „Głos Robotnika”, ukazującym się w fabryce obuwia w Gnieźnie, która już niestety nie istnieje. Natomiast problemy z cenzurą mieliśmy jak wszystkie inne pisma...”
Ogniwa RSTK były samodzielne i posiadały osobowość prawną. Dopiero w 1988 r. zarejestrowano Krajową Radę RSTK – jako ogólnopolską reprezentację federacji.
Przemiany po 1989 r. przyczyniły się do kryzysu ruchu. Dzisiaj grup RSTK jest o wiele mniej niż kiedyś. Zamykano bowiem zakłady, a przymiotnik „robotniczy” zaczął być traktowany jako coś deprecjonującego. „Twórczość Robotników” zastąpiło nieregularnie ukazujące się pismo „Własnym Głosem”, ale ruch mimo problemów przetrwał.
Trudno się jednak dziwić, skoro, co podkreśla Soroka: „Czy podnoszona w „Twórczości Robotników” kwestia kultury straciła cokolwiek na aktualności? Czy postulat podmiotowości i poszanowania godności robotników jest dzisiaj nieaktualny? Powiem więcej: dopiero dziś widzimy, jak ważny był – i jest – postulat dostępności do dóbr kultury. Właśnie teraz, gdy po 1990 r. upadło tak wiele zakładowych domów kultury i tak wielkie jest bezrobocie”.
Zbigniew Okoń, poeta i jeden z założycieli rzeszowskiego RSTK,  pisał, że choć czasy zmieniły się z tzw. socjalizmu na kapitalizm, to są utwory pasujące do jednego, jak i drugiego systemu:
Można na szali stawiać życiorys
Sprzedawać siebie każdego dnia
Stawiać pytania
Na co to wszystko
Czym jeszcze warto w tym życiu grać

Dookoła kwitną wszelakie giełdy
Wszystko w nich kupisz za brudny szmal
Auto obrączki miłość ordery
Zbrodnie i karę
Walkę klas

Przejdź się na giełdę
Przypatrz się dobrze
Czyś sprzedawany na wadze sił
Czy sam sprzedajesz swoje nadzieje
Której ci przecież
Nie kupi nikt

Okoń w tekście „Mit poety robotnika”, który ukazał się na łamach „Własnym Głosem”, pisał: „Wiązanie poezji z zawodem autora lub wyróżnianie go z tego powodu jest nonsensem, co oczywiście nie znaczy, że robotnik, ksiądz, czy minister nie powinni pisać wierszy, jeśli tylko mają talent... Naturalnie, że autor z rodowodem robotniczym będzie trafniej opisywał wszystko, co kojarzy się z pracą, krzywdą społeczną, czy przywiązaniem do środowiska, niż ten poeta, który wypisuje laurki siedząc przy stoliku kawiarnianym”.
Cztery lata temu – 7 grudnia 2003 r. - zmarł Jan Pierzchała. „Był to bodaj ostatni już przedstawiciel generacji, której przyświecali Gustaw Morcinek, Wilhelm Szewczyk i Leon Wantuła. Ostatni, który ze swej śląskości, a zarazem z etosu pracy uczynił główną osnowę swej różnorodnej twórczości. A poza tym był jednym z nielicznych profesjonalistów pióra, którzy pomocną dłoń wyciągali w stronę „braci mniejszych”, czyli piszących robotników” – pisał Stanisław Dymek, redaktor „Własnym Głosem”. W jednym z ostatnich szkiców Pierzchała pisał: „Odczuwamy dotkliwy brak sztuki zorientowanej na prawdę. (...) Nie mamy literatury, która podjęłaby los robotników, ludzi wywiedzionych w pole przez swych niedawnych dziejowych wyzwolicieli”.

Oprac. na podstawie materiałów zawartych w piśmie „Własnym Głosem”

<< Wróć do poprzedniej strony